Józef Nowak

Pan Józef mówi: „Co wezmę – to zrobię. Jak kielnia to kielnia, jak samochód to samochód”. Ale kowalstwo to jego największa pasja. Podkuwa konie, wykonuje części do wozów, naprawia motyki i inne narzędzia, brony, limierze, wykonuje bramy i balustrady.
Pan Józef nauczył się rzemiosła od brata swojego ojca, który był kowalem, od niego podpatrzył trochę, później uczył się u Andrzeja Stalmacha w Grodzisku Górnym. Następnie chodził na kurs przygotowawczy do egzaminu mistrzowskiego w Rzeszowie. Był to egzamin ślusarski – zdawało się tam ślusarstwo, frezarstwo, kowalstwo, spawalnictwo, wszystko to pan Jozef potrafi robić. Pamięta, że na egzamin musiał zrobić bramę do jednostki wojskowej w Rzeszowie na ulicy Dąbrowskiego.
Pan Józef ma swoją kuźnię, jest to drewniany budynek, tak jak tradycyjnie budowane kuźnie posiada z przodu zadaszenie, miejsce dla podkuwanego konia, wewnątrz znajduje się palenisko z mechanicznym wentylatorem (zamiast miechów, które miał kiedyś) stojaki na młoty i inne narzędzia, pośrodku znajduje się kowadło. Kiedy ogień na palenisku stosunkowo mocno się pali, trzeba przysypać go koksem i uruchomić dmuchawę, dzięki której koks bardzo szybko się nagrzeje. Wtedy dopiero można nagrzewać tam metal, aż stanie się czerwony i plastyczny. Następnie obrabia się go na kowadle przy pomocy młota, obcęgów, przecinaków, punktaków. Poszczególne wykuwane elementy można ze sobą łączyć spawem, albo nitować. Obie techniki są tak samo pracochłonne, choć dawniej kowale tylko nitowali, dlatego np. bramy nitowane są obecnie przez niektórych bardziej cenione. Gotowy element trzeba szlifować, wyczyścić, następni można pomalować.
Pan Józef opowiada, że wciąż dość często zdarza mu się podkuwać konie. Dawniej kupowało się pasówkę w GS-ie i robiło z tego podkowę. Obecnie można kupić gotowe, trzeba tylko dospawać do nich ćwieki i przymocować do kopyta. Dawniej inne były podkowy na zimę – żeby koń mógł chodzić po lodzie, żeby się nie ślizgał, teraz może chodzić cały rok w jednym komplecie podków.
Obecnie z panem Józefem czasem pracuje zięć. Jak jednak przyznaje: „Teraz to już zanika, nie chcą się uczyć. Poprzód to było modne, w latach 60”. Na pytanie czym się najbardziej lubi zajmować bez wahania odpowiada, że wszystkim, co się wiąże z ogniem.
Pan Józef chętnie pokaże swoja kużnię zwiedzających, po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym.
Pan Józef nauczył się rzemiosła od brata swojego ojca, który był kowalem, od niego podpatrzył trochę, później uczył się u Andrzeja Stalmacha w Grodzisku Górnym. Następnie chodził na kurs przygotowawczy do egzaminu mistrzowskiego w Rzeszowie. Był to egzamin ślusarski – zdawało się tam ślusarstwo, frezarstwo, kowalstwo, spawalnictwo, wszystko to pan Jozef potrafi robić. Pamięta, że na egzamin musiał zrobić bramę do jednostki wojskowej w Rzeszowie na ulicy Dąbrowskiego.
Pan Józef ma swoją kuźnię, jest to drewniany budynek, tak jak tradycyjnie budowane kuźnie posiada z przodu zadaszenie, miejsce dla podkuwanego konia, wewnątrz znajduje się palenisko z mechanicznym wentylatorem (zamiast miechów, które miał kiedyś) stojaki na młoty i inne narzędzia, pośrodku znajduje się kowadło. Kiedy ogień na palenisku stosunkowo mocno się pali, trzeba przysypać go koksem i uruchomić dmuchawę, dzięki której koks bardzo szybko się nagrzeje. Wtedy dopiero można nagrzewać tam metal, aż stanie się czerwony i plastyczny. Następnie obrabia się go na kowadle przy pomocy młota, obcęgów, przecinaków, punktaków. Poszczególne wykuwane elementy można ze sobą łączyć spawem, albo nitować. Obie techniki są tak samo pracochłonne, choć dawniej kowale tylko nitowali, dlatego np. bramy nitowane są obecnie przez niektórych bardziej cenione. Gotowy element trzeba szlifować, wyczyścić, następni można pomalować.
Pan Józef opowiada, że wciąż dość często zdarza mu się podkuwać konie. Dawniej kupowało się pasówkę w GS-ie i robiło z tego podkowę. Obecnie można kupić gotowe, trzeba tylko dospawać do nich ćwieki i przymocować do kopyta. Dawniej inne były podkowy na zimę – żeby koń mógł chodzić po lodzie, żeby się nie ślizgał, teraz może chodzić cały rok w jednym komplecie podków.
Obecnie z panem Józefem czasem pracuje zięć. Jak jednak przyznaje: „Teraz to już zanika, nie chcą się uczyć. Poprzód to było modne, w latach 60”. Na pytanie czym się najbardziej lubi zajmować bez wahania odpowiada, że wszystkim, co się wiąże z ogniem.
Pan Józef chętnie pokaże swoja kużnię zwiedzających, po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym.
oprac. Agnieszka Krupnik
Kontakt
Józef Nowak – kowalstwo
Grodzisko Dolne 467
tel. +4817 243 61 98
Jak dotrzeć?
W Grodzisku Dolnym jadąc od strony Leżajska trzeba około 300 metrów za kościołem skręcić w prawo (naprzeciw Orlika), przejechać przez most i jechać droga około 1 kilometra. Kuźnia znajduje się przy drodze (50 m nad drogą) po prawej stronie, powyżej domu pana Józefa.
Zobacz galerie zdjęć
Józef Nowak »Wydarzenia

Szlak Tradycyjnego Rzemiosła na Facebooku!
Zobacz, dodaj do ulubionych stron i bądź na bieżąco! Powiadom swoich ...Twórcy

Ewelina Matusiak - Wyderka
Pani Ewelina wspólnie z mężem Piotrem wykonuje tradycyjną biżuterię ...
Janina Zabratowska
Pani Janina Zabratowska, która mieszka w Błażowej od wielu lat zdobi pisanki ...
Jan Maciej Łyko
Pan Jan rzeźbi od początku lat 70., ale, jak sam mówi, sławę przyniosło ...Rzemiosła

kowalstwo
Po uwłaszczeniu chłopów w Małopolsce w 1848 roku znacznie poprawiła się ...
pieczywo tradycyjne
Mąka i kasza stanowiły podstawy przetwórstwa zbożowego na wsi. ...





























