Ryszard Marciniec

Pan Ryszard Marciniec miał 14 lat, gdy podglądając swego ojca Stanisława Marcińca zaczął także wykonywać zabawki. Z zawodu jest ślusarzem, pracował więc jako spawacz 27 lat – i w tym w czasie tylko dorywczo zajmował się zabawkarstwem. Odkąd 2 lata temu przeszedł na emeryturę – wrócił do wykonywania zabawek drewnianych – lubi to, i jak mówi: zajmuje się tym i pewno zajmował się będzie… Choć – więcej zabawek może zrobić zimą, bo posiada też gospodarstwo, więc latem jest wiele innych prac do wykonania. Zarówno drewno jak i metal nie są mu obce dlatego interesuje się także majsterkowaniem i stolarką – np. wszystkie okna i drzwi do swego domu zrobił sobie sam.
Podstawowym surowcem potrzebnym do produkcji zabawek jest drewno. Drzewa w tej okolicy brało się najwięcej z wiosek leżących w pobliżu Leżajska np. z okolic Starego Miasta, bo tam nad Sanem rosło dużo drzew, głównie wierzb. A jak mówi p. Marciniec: wierzba to jest najlepsze drzewo, miękkie do roboty, gładko się obrabia – dlatego kółeczka czy koniki najlepiej robi się z wierzby, bo trzeba nożem wykrawać. Ale zabawki wykonane z drzewa osikowego uchodzą za ładniejsze, np. taczki lepiej zrobić z osiki – jest biała, podczas gdy wierzba – czerwonawa. Inne gatunki drzewa, które wykorzystuje zabawkarz to – brzoza i olcha (np. na kijki do kółek terkoczących), a często także – po prostu robi się z takiego drzewa jakie się zdobędzie. Drewno trzeba najpierw pociąć na wymiar, na deski do odpowiedniej wielkości. A potem – odpowiednie kształty odrysowuje się od przygotowanych form – kółka, koniki, kaczki – zależy co chce się zrobić. A p. Ryszard Marciniec, podobnie jak jego ojciec wykonuje różne zabawki: koniki z wózkami, kaczki-klepaki, taczki, wózki spacerowe, samochody, ale podstawowe jest dla niego – kółko terkoczące. Jak mówi: od dawna się to robiło i dlatego najlepiej mu wychodzi.
Warsztat pracy zabawkarza wyposażony jest w różne narzędzia tj. piła, siekiera, heblarka, ośniki, wiertarka z wiertłami, świderki, wyrzynacze (m.in. do wycinania kółek). Ważnym sprzętem jest – kobylica (zrobił ją jeszcze ojciec p. Marcińca), ewentualnie jakiś wygodny stołek.
Deskę, po pocięciu trzeba troszkę wysuszyć – choć z mokrego łatwiej się wykrawa konkretne fragmenty (kształt konia, kaczki, bok wozu itd.) Po złożeniu zabawki maluje się – do malowania zabawka musi być sucha. W malowaniu zabawek pomaga żona – p. Bernadeta Marciniec. Oczy, skrzydła, elementy dekoracyjne na wozach i taczkach, części uprzęży maluje ona farbami wodoodpornymi: żółtą, zieloną i czerwoną (niebieska też jest, ale nie chce pokrywać drewna). Niektóre elementy zabawek np. kółka terkoczącego maluje się kąpielowo – tylko przez zanurzenie w farbie.
Wspominając o przeszłości p. Marciniec mówi, że było łatwiej wszystko sprzedać: w latach 70-tych robili z ojcem do Spółdzielni (Szczecin, Katowice, Łódź, Warszawa) np. w jednym miesiącu trzeba było kiedyś 700 szt. kółek zrobić! I na wszystkim pieczątki trzeba było przybić, metki się przyczepiało. A handlarze też dawniej setkami brali. I jak ktoś na 3 odpusty (Zielone Świątki, MB Zielna i MB Siewna) do Leżajska jechał, to wtedy pod klasztorem – co miał to sprzedał! Potem była przerwa, szło gorzej…, a teraz znów – zaczyna nawiązywać kontakty. Ze wszystkich zabawek – najbardziej idzie kółko terkoczące (ostatnio 250 szt. wzięli od niego kupcy) i taczki, a może w tym sezonie i kaczki pójdą… – kończy z nadzieją p. Marciniec.
Pan Ryszard Marciniec chętnie pokaże wszystkim odwiedzającym Brzózę Stadnicką – warsztat pracy i wykonane przez siebie zabawki (o ile będzie miał w danym czasie zrobione). Można też u niego kupić – i pojedyncze zabawki, i ilości hurtowe (ceny do uzgodnienia). Warto dodać, że w Brzózie Stadnickiej oprócz p. Marcińca mieszka jeszcze wielu twórców, wykonujących z drewna: zabawki, ale też łyżki, garnce, siewnice i in.
Podstawowym surowcem potrzebnym do produkcji zabawek jest drewno. Drzewa w tej okolicy brało się najwięcej z wiosek leżących w pobliżu Leżajska np. z okolic Starego Miasta, bo tam nad Sanem rosło dużo drzew, głównie wierzb. A jak mówi p. Marciniec: wierzba to jest najlepsze drzewo, miękkie do roboty, gładko się obrabia – dlatego kółeczka czy koniki najlepiej robi się z wierzby, bo trzeba nożem wykrawać. Ale zabawki wykonane z drzewa osikowego uchodzą za ładniejsze, np. taczki lepiej zrobić z osiki – jest biała, podczas gdy wierzba – czerwonawa. Inne gatunki drzewa, które wykorzystuje zabawkarz to – brzoza i olcha (np. na kijki do kółek terkoczących), a często także – po prostu robi się z takiego drzewa jakie się zdobędzie. Drewno trzeba najpierw pociąć na wymiar, na deski do odpowiedniej wielkości. A potem – odpowiednie kształty odrysowuje się od przygotowanych form – kółka, koniki, kaczki – zależy co chce się zrobić. A p. Ryszard Marciniec, podobnie jak jego ojciec wykonuje różne zabawki: koniki z wózkami, kaczki-klepaki, taczki, wózki spacerowe, samochody, ale podstawowe jest dla niego – kółko terkoczące. Jak mówi: od dawna się to robiło i dlatego najlepiej mu wychodzi.
Warsztat pracy zabawkarza wyposażony jest w różne narzędzia tj. piła, siekiera, heblarka, ośniki, wiertarka z wiertłami, świderki, wyrzynacze (m.in. do wycinania kółek). Ważnym sprzętem jest – kobylica (zrobił ją jeszcze ojciec p. Marcińca), ewentualnie jakiś wygodny stołek.
Deskę, po pocięciu trzeba troszkę wysuszyć – choć z mokrego łatwiej się wykrawa konkretne fragmenty (kształt konia, kaczki, bok wozu itd.) Po złożeniu zabawki maluje się – do malowania zabawka musi być sucha. W malowaniu zabawek pomaga żona – p. Bernadeta Marciniec. Oczy, skrzydła, elementy dekoracyjne na wozach i taczkach, części uprzęży maluje ona farbami wodoodpornymi: żółtą, zieloną i czerwoną (niebieska też jest, ale nie chce pokrywać drewna). Niektóre elementy zabawek np. kółka terkoczącego maluje się kąpielowo – tylko przez zanurzenie w farbie.
Wspominając o przeszłości p. Marciniec mówi, że było łatwiej wszystko sprzedać: w latach 70-tych robili z ojcem do Spółdzielni (Szczecin, Katowice, Łódź, Warszawa) np. w jednym miesiącu trzeba było kiedyś 700 szt. kółek zrobić! I na wszystkim pieczątki trzeba było przybić, metki się przyczepiało. A handlarze też dawniej setkami brali. I jak ktoś na 3 odpusty (Zielone Świątki, MB Zielna i MB Siewna) do Leżajska jechał, to wtedy pod klasztorem – co miał to sprzedał! Potem była przerwa, szło gorzej…, a teraz znów – zaczyna nawiązywać kontakty. Ze wszystkich zabawek – najbardziej idzie kółko terkoczące (ostatnio 250 szt. wzięli od niego kupcy) i taczki, a może w tym sezonie i kaczki pójdą… – kończy z nadzieją p. Marciniec.
Pan Ryszard Marciniec chętnie pokaże wszystkim odwiedzającym Brzózę Stadnicką – warsztat pracy i wykonane przez siebie zabawki (o ile będzie miał w danym czasie zrobione). Można też u niego kupić – i pojedyncze zabawki, i ilości hurtowe (ceny do uzgodnienia). Warto dodać, że w Brzózie Stadnickiej oprócz p. Marcińca mieszka jeszcze wielu twórców, wykonujących z drewna: zabawki, ale też łyżki, garnce, siewnice i in.
oprac. Justyna Niepokój
Kontakt
Ryszard Marciniec – wyroby z drewna
Brzóza Stadnicka 188
37-110 Żołynia
tel. +4817 224 81 98
Zobacz galerie zdjęć
Ryszard i Bernadetta Marciniec »Wydarzenia

Szlak Tradycyjnego Rzemiosła na Facebooku!
Zobacz, dodaj do ulubionych stron i bądź na bieżąco! Powiadom swoich ...Twórcy

Jan Kot
Pan Jan Kot, mieszkający w Medyni Głogowskiej jest garncarzem. Pracuje także ...
Henryk Gągorowski
Pan Henryk jest rzeźbiarzem samoukiem. Chociaż ukończył technikum drzewne i ...
Genowefa Makusak
Pani Emilia wraz z panią Genowefą Makusak należą do zespołu obrzędowego ...Rzemiosła

garncarstwo
Garncarstwo to dyscyplina wymagająca wielu umiejętności. Do jej wykonywania ...
plecionkarstwo
Koszykarstwo, plecionkarstwo, wikliniarstwo to zajęcie bardzo stare, już w ...





























